Twój koszyk |Zaloguj | Rejestracja

Pszczelarz nie musiał składać przysięgi w sądzie...

Wywiad zamieszczony na łamach serwisu tarnowteraz.pl. Z cyklu PRACUJĘ Z PASJĄ.

Oto link do tresci:  http://www.tarnowteraz.pl/-g=21&i=1375.htm

Wywiadydata 2011-11-21

Pszczelarz nie musiał składać przysięgi w sądzie...Z cyklu PRACUJĘ Z PASJĄPszczelarz nie musiał składać przysięgi w sądzie...

Dzisiejszym wywiadem rozpoczynamy cykl spotkań z mieszkańcami naszego regionu, którzy, mimo szalejącego kryzysu, z życiowej pasji uczynili swój zawód.

Moim pierwszym gościem jest pan Robert Kozioł - pszczelarz z dziada pradziada. 

 


A. Szepielak: - W Pańskiej rodzinie pszczelarstwo to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Kto ją zapoczątkował? 

R. Kozioł: - Tę pasję zaszczepił w mojej rodzinie stryjeczny pradziadek Tomasz, który podczas przesiedleń z Wołynia przyniósł zza Buga na własnych plecach miodarkę - jedyną rzecz niezbędną do pszczelarzenia. Jest to urządzenie do odwirowywania miodu z plastrów pszczelich. Wszystko inne można było zorganizować na miejscu, gdziekolwiek by się było, ale miodarka była prawdziwym skarbem. W tajniki pszczelarzenia wprowadzał mnie natomiast stryjeczny dziadek Stanisław. Kochał swój zawód i zajmował się nim do późnej starości. Będąc już po siedemdziesiątce, bez problemu dźwigał bańki miodu ważące 40 kilogramów. Zawsze mi powtarzał, że zdrowie dają właśnie pszczoły.

 

- Czy dawniej każdy, kto dysponował odpowiednim sprzętem, mógł zostać pszczelarzem?

- Teoretycznie tak. Najczęściej wiedza przekazywana była jednak z ojca na syna. Dawniej ten zawód cieszył się dużym szacunkiem społeczeństwa, ponieważ wymagał doświadczenia, cierpliwości, odpowiedzialności i prawdziwego zamiłowania. Dzięki temu na przykład w sądzie pszczelarz nie musiał składać przysięgi na prawdomówność, ponieważ to, co powiedział, było uznawane od razu za prawdę. Otaczano takich ludzi szczególnym zaufaniem.

 

Czy ta "historyczna" miodarka jeszcze wciąż znajduje się w Pana rodzinie?

- Oczywiście że tak. Miodarka cały czas jest sprawna, ale teraz stanowi tylko element dekoracyjny w naszej pasiece. Często zabieramy ją na różnego rodzaju wystawy, aby pokazać młodym ludziom tradycyjne sprzęty pszczelarskie.

 

Czy sposób hodowli pszczół bardzo się zmienił od czasów Pańskiego dziadka?

- W zasadzie hodowla jako taka się nie zmieniła, bo opiera się na biologii, na cyklach przyrody. Wykorzystywanie nowoczesnego sprzętu czyni pracę nieco wygodniejszą, ale też, niestety, droższą. Dam przykład: o ile wcześniej miodarka mogła być wykonana z drewna, teraz musi być z blachy kwasoodpornej, która jest wielokrotnie droższa, więc chcąc zająć się pszczelarstwem na poważnie, należy się liczyć z dużymi kosztami.

 

Skoro już mówimy o kosztach, proszę powiedzieć, czy jest to w dzisiejszych czasach zawód opłacalny, czy raczej traktowany hobbystycznie.

- Pszczelarstwo może być uprawianie hobbystycznie, dla własnej przyjemności i głównie tak się dzieje. Żeby jednak można było mówić o wymiernym dochodzie, trzeba mieć co najmniej 200-250 uli, ale nawet wtedy bywają lepsze i gorsze lata.

 

Jakich kwalifikacji wymaga ten fach? Co trzeba wiedzieć o pszczołach, zanim podejmie się decyzję o założeniu takiej firmy rodzinnej jak Pańskie Gospodarstwo Pasieczne Rój?

- Żeby zająć się pszczelarzeniem, należy przede wszystkim nie bać się pszczół. Powinno się mieć oczywiście odpowiednią wiedzę - głównie z zakresu biologii rodziny pszczelej, a także - a może przede wszystkim - praktykę, doświadczenie i duży zmysł obserwacji, bo samo podłoże teoretyczne to za mało. Od kiedy się tym zajmuję, a to już ponad 20 lat, każdy rok jest inny. Ten zawód związany jest z przyrodą, uzależniony od niej i dlatego należy umieć szybko dostosować się do warunków, jakie aktualnie panują.

 

Albert Einstein powiedział podobno, że jeśli wyginą pszczoły, wyginie też ludzkość. Czy dzisiejsze środowisko, skażone pestycydami, nie stanowi dla pszczół zbyt wielkiego zagrożenia?

- Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem tego wielkiego naukowca. Można je potraktować jako pewien skrót myślowy. Einstein dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że gdy zabraknie pszczół, to nie będzie miał kto zapylać roślin uprawnych, a z tego powodu nie będzie ani ziarna, ani nasion, ani owoców, a co za tym idzie - będzie głód. Ostatnimi laty faktycznie można zaobserwować dziwne zjawisko zwiększonej śmiertelności tych owadów. W Polsce dopiero się na to przygotowujemy. W niektórych rejonach świata, na przykład w Chinach, są miejsca, gdzie nie ma ani jednej pszczoły. Pestycydy powodują zaburzenia nerwowe, działają w ten sposób, że owady zapominają, jak wrócić do ula. Jeżeli te problemy nie zostaną szybko rozwiązane, to będzie katastrofa dla całej przyrody, ponieważ przede wszystkim pszczoły są potrzebne do zapylania kwiatów. Miód to rzecz drugorzędna.

 

Jednakże miody od wieków cieszyły się olbrzymią popularnością, był to produkt luksusowy i poszukiwany. Czy współcześni ludzie doceniają według Pana ich właściwości?

- Kiedyś miód rzeczywiście był luksusem, teraz jest dostępny dla każdego, nie jest już taki drogi. Poszukiwany jest miód „prosto od pszczelarza", ponieważ ludzie chcą się zdrowo odżywiać i mają coraz większą świadomość właściwości zdrowotnych miodu. Mnie osobiście najbardziej smakuje miód spadziowy, zawiera bowiem najwięcej mikroelementów i enzymów pozytywnie wpływających na organizm, jest ogólnie wzmacniający i dodaje energii. Bardzo zdrowo jest na przykład pić codziennie rano na czczo napój z miodu.

 

A co to takiego?

- Wieczorem należy rozpuścić 2 łyżeczki miodu w wodzie, wycisnąć  do tego cytrynę i zostawić do rana. Mój stryjeczny dziadek, o którym wspominałem wcześniej, dodawał jeszcze trochę drożdży, które wzbogacały ten napój w witaminę B6. Trzeba tylko pamiętać, że jeśli używa się drożdży piekarskich, należy je wcześniej sparzyć, podobnie jak cytrynę.

 

Jaki produkt cieszy się szczególnym uznaniem Pana klientów?

- Moja firma sprzedaje głównie miody ciemne, spadziowe ze spadzi jodłowej i leśne. Coraz częściej poszukiwanym produktem staje się także pierzga w miodzie. Jest to szczególnie polecany na zimę produkt odżywczy i wzmacniający. Na naszej stronie internetowej klienci mogą znaleźć na ten temat więcej informacji.

 

Czy zimą pszczelarz może spokojnie odpoczywać?

- Zima nie jest dla nas czasem odpoczynku. To właśnie wtedy ludzie najchętniej kupują miód. To również czas przygotowania się do kolejnego sezonu, czyli odkażania, czyszczenia i remontowania uli. Należy także zadbać o pszczoły. Powszechnie uważa się, że pszczoły w zimie śpią. Prawda jest taka, że one nie śpią, tylko wytwarzają ciepło. W ulu, w centrum kłębu, tam gdzie jest matka jest około 25 stopni, bez względu na to, jaka temperatura panuje na zewnątrz. Żeby tę temperaturę osiągnąć, pszczoły muszą się o siebie intensywnie ocierać, tak by wytworzyć ciepło, które ogrzewa matkę. Jest ona najważniejsza i musi w komfortowych warunkach przetrwać do wiosny.

 

Czy nasz region jest przychylny pszczelarzom?

- Region jest atrakcyjny, gdyż u nas rolnictwo nie jest wielkoobszarowe, nie ma takich upraw typowo rolniczych, jak na północy Polski. Mamy jeszcze wiele nieskażonych łąk i lasów i na tych terenach pszczoły dobrze się rozwijają. Moja firma ma swoją siedzibę w Woli Rzędzińskiej, ale pasieki znajdują się głównie na terenie Parku Krajobrazowego Pasma Brzanki. Ponadto wożę pszczoły na pożytki wiosenne akacjowe w okolice Żabna i Odporyszowa, a w lecie wywożę też pasieki w kierunku Beskidu Sądeckiego, do Kamiannej oraz Florynki, gdzie pozyskuję miód spadziowy. Wszystko po to, aby nasze produkty były prawdziwie ekologiczne i zdrowe.

 

Jaki jest Pana największy sukces?

- Sukcesem dla mnie jest przede wszystkim możliwość rozwijania pasji pszczelarskiej, łączenia tradycji z nowoczesnością, dzięki temu czuję, że nie zmarnowałem wiedzy, jaką przekazał mi stryjeczny dziadek.  Najbardziej jednak cieszy mnie zadowolenie moich klientów. Fakt, że wracają i kupują kolejne produkty, jest zachętą do dalszej pracy. W życiu zawodowym dużym sukcesem było uzyskanie 1. miejsca w konkursie "Najlepszy produkt ziemi tarnowskiej 2006 roku" za Miód leśny z serii Miody z Pogórza oraz rok później w tym samym konkursie również 1. miejsca za Miodówkę pogórską.

 

Zatem nie tylko miody cieszą się uznaniem. Czy dobrze pamiętam, że miodówka to rodzaj alkoholu?

- Owszem, Miodówka pogórska wytwarzana jest na zimno z miodu spadziowego, wody źródlanej i spirytusu, do których dodaje się cytrynę, cynamon, goździki, szyszki chmielu i imbir. W ten sposób uzyskuje się jej niepowtarzalny smak.

 

Zatem pszczoły to nie tylko miód.

- Tak, staramy się pokazać klientom, że pszczoły to prawdziwe dobrodziejstwo dla człowieka. Od wieków wykorzystuje się nie tylko miód, lecz także wosk, pyłek kwiatowy, pierzgę i propolis. To produkty nieco zapomniane w naszych czasach. Moim marzeniem jest wzbudzenie świadomości znaczenia pszczół, pokazanie ich wartości nie tylko dla człowieka, ale także dla środowiska naturalnego. Dbając o ekologię, możemy namawiać rolników do pielęgnowania łąk a leśników do pielęgnowania lasów, ale jeżeli pszczoła nie zapyli roślin, które tam rosną, to one szybko wyginą. I o tym powinniśmy pamiętać.

 

Z Pana opowieści wynika, że choć pszczelarstwo to piękny zawód, jest to raczej trudny fach i nie zawsze doceniany. Czy zamierza Pan przekazać swoim dzieciom rodzinną tradycję?

- Cieszyłbym się, gdyby moje dzieci były zainteresowane pszczelarstwem, chociaż do tego nie można namawiać. Trzeba się samemu przekonać i poczuć zamiłowanie, gdzieś w głębi serca. Tylko wtedy można mówić o pasji.

 

- Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

 

Z panem Robertem Koziołem, współwłaścicielem rodzinnego Gospodarstwa Pasiecznego „Rój" w Woli Rzędzińskiej, rozmawiała Anna Szepielak.

 

Miodarka - rodzinna pamiątka